Arek Zawiliński – człowiek z bluesa


Lidia Tul-Chmielewskawww.mojebieszczady.com

Czy człowiek oprócz ciała i duszy, może składać się wyłącznie z bluesa?

W tym przypadku – tak. To człowiek zbudowany z ciała, talentu, minimum 3 gitar, harmonijki i bluesa – mowa o Arku Zawilińskim.

Rodem z Gorlic. Muzyka i gitara towarzyszą mu od zawsze. Poszukiwanie swojego „muzycznego ja” rzucały Arkiem po wielu miejscach w Polsce, spotykał i koncertował z wieloma zespołami i artystami.
Arek ściśle jest związany z festiwalem „Bies Czad Blues”, na początku, którego, Arek pomieszkiwał w Bieszczadach i zacumował swoją życiową łajbę.
Kiedy ten znakomity blues-men wchodzi na scenę, odczuwa się pozytywne wibracje, wspaniałego bluesa, który jest w nim. Gitara i jego śpiew – we własnych jego utworach – tworzą u Zawilca (tak go nazywają w Bieszczadach) – skrzydła. Rozpościera je w momencie, kiedy dotyka gitarę i publiczność czuje natychmiast ten powiew – powiew prawdziwego talentu. To objawienie Polskiego Bluesa.

Koncert Arka to ciągłe zaskakiwanie słuchacza bogactwem dźwięków, jakie można wydobyć z gitar, to magia słów – prawdziwych napisanych poprzez dźwięk.

Pomimo bogatej, pełnej trasy koncertowej – wraca w Bieszczady, choć było mu tu nie lekko. Często Siekierezada w Cisnej była mu domem, co zaowocowało wydaniem płyty – „ Blues Dziewięciu”.

Sam Arek tak oto mówi o Bieszczadach:

Czym dla Ciebie są Bieszczady?

Świadomie przyjechałem w Bieszczady w ’93 roku. Wcześniej, kilka razy zwiedziłem je z harcerzami, ale były to tylko kolejne góry.

Ta moja świadomość wtedy, polegała na tym, że chciałem być sam. Samotność pozwala chłonąć, polegać na nieznanym, uczy otwartości na drugiego człowieka, daje czas by się przyglądać i poznawać. W Bieszczadach dostałem to wszystko, a nawet więcej. Nadwyżką była biegunka spowodowana piciem tanich win.

Pochodzę z Beskidu Niskiego i Bieszczady są dla mnie jak ten drugi pokój tego samego mieszkania. Karpaty. Czuje się w nich jak u siebie. Wiadomo. Ludzie, imprezy, wolność, swawola, wędrówka, zachwyt i refleksja. Później praca, pierwsza zima, druga, trzecia. Tak to wyglądało.

A czym są dla mnie?

Światem, w którym umie się poruszać. Czego nie mogę powiedzieć o aglomeracjach miejskich.

Czy pobyt w Biesach wpłynął na Twoją muzykę i życie?

Nie tyle na muzykę, bo ta akurat przywlekła się do mnie z innych przestrzeni, ale na pewno obdarowały mnie inspiracją. Chodzi o treści moich piosenek. Opowieści przesiąknięte zgubną romantyką, życiem pod włos i na pohybel frajerom.

A na życie?

Na pewno. Choćby ze względu na czas, który w nich spędziłem. Co prawda nie osiedliłem się w Bieszczadach, gdyż nie mam takiej potrzeby. Mieszkam w pokoju obok:)

Więc Arek to chłopak z pokoju obok, w każdej chwili może wpaść w odwiedziny – w ukochane Bieszczady.

Arku, a łatwo się żyje w obecnych czasach artystom?

Nie jest łatwo. Sztuka jest produktem niszowym. Media przedkładają muzykę pop, którą później ludzie chcą słuchać na koncertach, spotkaniach. Takie lekkie, łatwe i przyjemne i lekkostrawne. Nie ma skali wymagań i oczekiwań. Jak coś jest popularne, to znaczy, że jest dobre. Trudno się przebić przez ten kordon medialny – by móc pokazać coś innego.

Koncertujesz jednak dużo, po całej Polsce.

Koncerty – śmieje się Arek – to wielkie słowo. Więcej jest spotkań kameralnych, klubowych, w Ośrodkach Kultury. Jeżdżę, bo to moja praca, którą kocham. Bez muzyki nie mógłbym żyć.

A da się żyć z muzyki?

Wiesz, kiedyś pracowałem, normalnie, ileś godzin dziennie, dom, noc, praca itp. Zarabiałem pieniądze, nie małe zresztą. Ale to jest proste i łatwe. Zarabianie kasy. Nie mogłem tak dłużej. Wypaliłbym się, samounicestwił. Teraz moja praca, to muzyka i dawanie jej innym. Wiadomo, że też za pieniądze, ale cudów nie ma. Zna ktoś człowieka sztuki, który by miał kasy jak lodu? Oczywiście, jeśli nie jest kimś, kto jest chwilowo na świeczniku na listach TOP – tu czy tam

Jakie plany?

Najbliższe? Kolejna płyta. Mam materiał, chcę wejść do studia, cieszyć się możliwością tworzenia nowego. Nowego tego czegoś, zostawienia muzycznej mojej historii.

Marznie jakieś?

Tak. Stworzenie płyty elektrycznej?

????

Z muzyką elektryczną, wiesz brzmienie elektrycznych gitar, takie mocniejsze wejście bluesa. Łączy się to z utworzeniem grupy, ale mam nadzieję, że się uda.

I ja Tobie tego życzę.

Arek to osoba bardzo skromna z niewyobrażalnym talentem muzycznym. Tego talentu należy mu pogratulować, tej pasji oraz tego, że znalazł właściwą drogę w życiu, choć była czasem kamienisto-wyboista, ale przeszedł nią, otrzepał kurz z kolan, na których czasem mu trzeba było iść i teraz sukces! Prawdziwy Sukces. Prawdziwy Talent.

Lidia Tul-Chmielewska

Źródło: Moje Bieszczady